czwartek, 28 kwietnia 2011

Tata Rak

Raz pewien rak,
Wolny jak ptak,
Tak rzekł do swej dziewczyny:
- Kocham cię tak,
Jak wiśnię szpak,
Urządźmy zaręczyny!

Po roku już
Przy wodzie tuż
Stanęła sobie chatka,
W ogrodzie z róż,
Przy płocie wzdłuż
Dziatek rozkwitła gromadka.

- Tatusiu nasz,
Co dziś nam dasz,
By zapchać nasze brzuszki!?
- W kolory grasz?
- Cukierki masz?
- Zaśpiewasz do poduszki?

- Daj obiad nam
I nie chciej sam
Przypadkiem gdzieś wychodzić!
- Ja w tyłek dam,
Dziś wszystkim wam,
Przestańcie mi marudzić!

Po roku rak
Swe życie wspak
Najchętniej chciałby przeżyć.
Dziatek wszak mnogo,
W domu ubogo
Z nędzą się musi mierzyć.

Raz drogą rak
Zmartwiony tak
Wlókł był jestestwo swoje.
I ujrzał kota,
Co śpiąc u płota
Problemów wieszczył roje.

Rak bardzo cicho
Chciał minąć licho
I przemknąć gdzieś pod murem,
Kot dojrzał raka,
Oj! Będzie draka!
Już skinął nań pazurem.

- Doszły mnie słuchy,
Nie jestem głuchy,
Żeś głupim wielce rakiem.
Żony nie kochasz,
Po kątach szlochasz,
Bo chcesz być wolnym ptakiem!

Głupie stworzenie!
Dzieci marzeniem
Są wielu istot żywych!
Ty nie pracujesz,
Z żoną wojujesz,
Na wszystko jesteś krzywy.

Dziś coś ci powiem,
Może na zdrowie
Wyjdą ci słowa moje.
Spróbuj uciekać,
Popróbuj zwlekać,
A będziesz miał za swoje!

Podejmij pracę,
Stuknij się w glacę,
I zacznij żyć przykładnie!
Bo jeśli nie,
To dziatki Twe,
Ja pożrę wnet gromadnie!!

Szansę ci daję,
Nim miną maje,
Masz być czymś więcej niż zerem!
I nie protestuj,
Kota nie testuj,
Bo będziesz kawalerem!

Rak choć osłupiał,
I całkiem zgłupiał,
Szybko odzyskał oddech.
Kota porzucił
Do domu wrócił,
Być ojcem, co się zowie!

I znalazł pracę,
Stuknął się w glacę,
Rodzinę swą docenił.
Nie protestował,
Kot kontrolował,
Rak się już nigdy nie lenił.

czwartek, 3 marca 2011

Kocia rola

Spytałam raz persa swego:
Powiedz, Księciuniu Złoty,
Do czego tak naprawdę
Potrzebne są ludziom koty.

Przyjrzyjmy się twej kondycji,
Szczerze i obiektywnie,
Wszak państwu swemu, niestety,
Służysz nie bardzo aktywnie.


Myszy, bądź szczery - nie złowisz,
Nie upilnujesz mieszkania,
Nie nadasz się do dealerów
Konstruktywnego ścigania.

Nie będzie z ciebie kapci,
Topielca nie odratujesz,
I nawet granic państwa
Z celnikiem nie popilnujesz.

Jaja także nie zniesiesz
I nie dasz, Kocie, mleka,
W górach zabłąkanego,
Nie uratujesz człowieka.

Nie będzie z ciebie wełny,
Nie będzie rękawiczek,
Włos twój się nie nadaje,
By skonstruować zeń smyczek.

Oświeć mnie zatem kocie,
Jaki pożytek z ciebie,
I czemu, choć nie pracujesz,
Masz u mnie niemal jak w niebie?

Kot się przeciągnął leniwie,
I rzekł mi tak od niechcenia:
"Widzisz... ważną mam rolę,
Zmuszam cię do myślenia".

piątek, 4 lutego 2011

Kot pod Grunwaldem.

-Daruję Tobie kocie,
Dziś dwa te nagie miecze -
Tak pająk krzyżak do kota
Z dumą i twardo rzecze.
- Zamiast się czaić z ukrycia,
Pokonaj w otwartej wojnie
Pajęczy ród, co lat wiele
Nie może spać spokojnie!
Niegodny jesteś kocie,
Mieczy tych dwóch wspaniałych,
Lecz my ci je darujem
Na dowód naszej chwały.

Kot spojrzał zadziwiony:
- Co prawisz waść u licha!
Wszak moja kocia natura
Na twoje miecze kicha!
Zjeżdżaj mi z drogi, pokrako,
W centymetr chusteczki odziana,
Moja opinia w tej gestii
Już chyba jest ci znana.
Zjeżdżaj do dziurki natychmiast,
Bo jak cię jeszcze raz spotkam,
Wyginie ród twój nędzny
Do ostatniego pociotka!
Masz szczęście żem najedzony,
Korzystaj więc z nieskończonej
Dobroci mojej, i zabierz
Te igły dwie wyszczerbione!

Gdy łypnął kot na pająka
I pyszczek otworzył raz wtóry,
Krzyżak, gubiąc swe miecze,
W te pędy pobiegł do dziury.

Uciekał ile sił w nogach
I tylko myślał w przelocie,
Zaiste - Kot jest Pan Groźny,
Lecz złote serce tkwi w Kocie!

czwartek, 3 lutego 2011

Gawron

Usiadł gawron na gałęzi,
Chcąc się z kotem kłócić.
Wcale o to nieproszony,
Kwestię pewną młóci.

- Bo ty kocie to udajesz,
Żeś jest twarda sztuka,
Ja tymczasem coś ci powiem
Mądrze, jak do wnuka.
Latać kocie nie potrafisz,
I w tkwić chcesz w niewoli,
Ja ci rzeknę, że ptak sobie
na to nie pozwoli.
Bez ambicji kocie żyjesz,
Brak ci także dumy,
Przy miseczce uwiązany,
Ludzi masz za kumy.
Wcale też nie jesteś piękny,
Zręczny, albo sprytny,
Od kocyka tyś zależny,
Do poduch przywykły.
Ze mnie, kocie, tramp, wędrowiec,
Widziałem niemało,
Możesz pytać mnie o wszystko,
Byle niezbyt śmiało!
Włos mój siwy wszak szacunku
Wielkiego wymaga,
Moją cechą mądrość wielka,
Hojność i odwaga!
Ty kocino jesteś miły,
Ale i głupiutki,
Wujom swoim, lwom, tygrysom,
Niesiesz wstyd i smutki.

Kot cierpliwie wielce łypał
Na gawrona z płota,
A ogonem braciszkowi
Dał znak: "jest robota".

Mały persik, salonowy,
Wyczesany pięknie,
Z tyłu zaszedł był ptaszysko,
Z wdziękiem, w ciszy wielkiej.

Nikt by nigdy nie posądził
Królewskiego kota,
Że to w jego łapkach perskich
Mokra tkwi robota.

Bezszelestnie ptaka zaszedł
Od ogona strony,
I ofiara nie zdążyła
Nawet wspomnieć żony.

Tylko pióra wypluwali
Dzielni braciszkowie,
Obiad bowiem z ptaka-mędrca
Mieli co się zowie!

wtorek, 1 lutego 2011

Kocia dobroczynność

Była raz sobie mysz,
Walczyła z życiem żmudnie,
Tyłozgryz miała potężny,
I sepleniła paskudnie.

Wszyscy się z myszy śmiali,
Gdy towarzysko żyć chciała,
Bo z wysłowieniem się, biedna,
Niejeden kłopot miała.

I nawet kot, co chętnie
Na myszy dla sportu polował,
Turlając się ze śmiechu,
Tej bidzie życie darował.

 - Ach, cemus mnie niefcęfnej
Los podły pfypadł w udziale,
Ach cemus ja biedniutka
Scęfcia nie mogę mieć fcale!
Jus nawet kot się natsąsa,
Jus nie ma dla mnie nadziei,
Pfyjdzie na suchej gałęzi
Wiesać się w ciemnej kniei!!
Charakter fprafdzie mam złoty,
Ale nie mogę mieć męza,
Zafse ma wada pafkudna,
Wfystkie zalety zwycięza.

Tak rozpaczała mysz mała,
Aż w kocie serce zadrżało,
Otarł jej łapką łezki,
Nie wierząc w to, co się stało.
Pomyślał kot o swej Dużej:
Choć mocowała się z biedą,
Pomóc myszy mogłaby,
Bo była logopedą.

Zacna ta jednak niewiasta,
Feler miała dość znaczny,
Nienawidziła myszy,
Zwierz był to dla niej pokraczny.
Kocisko się wielce zmartwiło,
Gdy Duża w histerię wpadła,
Zaszyła się w łazience,
Bez picia i bez jadła.

I musiał kocur wybrać,
Co większą korzyść przyniesie,
Filantropijna działalność,
Czy zdrowa Duża na świecie.

*****************************

Ponieważ wiele osób domagało się dalszych losów Myszki, powstała kolejna część ballady, dedykowana naszej stałej czytelniczce - Krysi.

Kiedy z terapii u kota
Nic konkretnego nie wyszło,
I kiedy szczęście chwilowe,
Jak bańka mydlana prysło,
Udała się mysz do weta,
Sądząc, tak średnio mądrze,
Że lekarz jednym gestem,
Problemy jej rozwiąże.

Wet marszył czoło daremnie,
Osłuchał ją i zbadał
W duchu się irytując,
Ki diabeł ją tu nadał!?
Pomyślał, w księgach poszperał,
I gładząc futerko bure,
Rzekł, że nieścisłość dostrzega,
Mysz bowiem jest małym szczurem.

"Nie jesteś, jak sądzisz, dziewczynką,
Nie Tobie pisane małżeństwo,
Po pierwsze chłopczyk z ciebie,
Po drugie zaś - maleństwo.
I jesteś szczurkiem, do diaska,
Wymoczkiem kanałowym,
Dlatego ja nie będę,
Siwej zawracał swej głowy.
Bo skoro za mąż nie wyjdziesz,
I piękna być też nie musisz,
To nawet z tyłozgryzem
Szczurzycę jakąś skusisz.

A że nie jesteś kontenta,
Cóż ja Ci na to poradzę,
Choć w dzień powszedni i święta
Praktykę swoją prowadzę -
Przysięgam, że nie spotkałem
Myszy stalowo-burej
Która po bliższym badaniu,
Stawałaby się szczurem"!


Mysz była zdruzgotana
Trysnęła łez fontanną
"Jakze ja mam zyć teraz
Kiedy nie jestem panną"!


Nie dość ze mam tyłozgryz
I nie nalezę do mysy
To jesce mój scuzy ogonek
Podobno jest całkiem łysy!
I fakt ten iście skaradny
Odziera mnie z psesłości
Jak zyć, gdy carny pesymizm,
Od dziś mi w dusy gości?"

Gdy oczka od łez zapiekły
Kułakiem je osuszyła
I myśląc: "pewnie zapuchłam"
Szukać kałuży ruszyła.

A potem ją całkiem dobiło,
Gdyż patrząc w kałuży krynice
Ujrzała na dokładkę,
Że ma ... nierówne źrenice!

"Jestem więc łysa i ksywa
A nade wsystko seplenię
Cy ktoś kiedyś pokocha
Takie skaradne stwozenie?
Płeć takze dzisiaj straciłam
I perspektywę małzeństwa,
To wsystko mnie doprowadzi
Za chwilę na skraj saleństwa
"!

I wtedy ktoś przed nią stanął
I nie pamiętam już dzisiaj
Co jej dobrego powiedział,
Lecz wiem, że była to... Krysia Wink

Zabrała myszkę do domu
W urodę nie wnikając,
Karmiła i tuliła,
Ogromnie ją kochając.

sobota, 29 stycznia 2011

Epitafium dla Pająka

O ty, co w czerń odziany,
Po ścianie wędrowałeś,
O ty, co w sieci swoje,
Muchy tak zręcznie łapałeś,
O ty, co na twój widok,
Twardziel zalewa się potem
O ty - Pająku Wspaniały

Przegrałeś z kotem!

Mucha już żadna tłusta
W sidła Twoje nie wpadnie,
I szwagier Twój pajęczy
Zdobyczy nie wykradnie,
Żona Twoja, Pająku,
By żebrać stanie pod płotem,
Albowiem Ty, żywicielu

Przegrałeś z kotem!

Zadusił Twoją godność,
I pożarł Twoją klasę,
Zwłoki Twoje gosposia
Z rozkoszą zdeptała obcasem
Nie będziesz już polował
Dziatki Twe zemrą pokotem
Albowiem, Pajęczy Artysto

Przegrałeś z kotem!

Pająk

Przechadzał się dumnie po ścianie
Z godnością prostował odnóża
I tkwił w mniemaniu błędnym,
Że się w sukcesach nurza.

Gospodarz mdlał, biedaczek,
Gdy pająk nań spoglądał,
Drwił zatem z ludzi mądrych,
I brzydko im urągał.

Rodziny się dorobił,
I gniazdo sobie uwił,
Przyjaciół nasprowadzał,
I o karierze mówił.

Wnet dziatki się zjawiły,
I kwitła ta sielanka,
Lecz raz stworzenie ujrzał,
I przybladł blask poranka.

Stworzenie było bure
I choć chłeptało mlesio
Zębiska miało wielkie
A imię - Krwawy Czesio.

Raz złote ślepię swoje
Cześ zwrócił na pająka,
Aż w trzewiach się paskudnych
Strach zimny zaczął błąkać.

Lęk serce ściął pajęcze,
Panika mózg przyćmiła
Gdy łapka Czesia tłusta,
Kres bytu objawiła.

I smyrgnął nasz bohater
Wstrzymując odruch wycia,
Zaszył się w małą szparkę,
Wiedziony wolą życia.

Już sądził, że się upiekło,
Już myślał: "dobra robota",
Gdy w ramię go puknęła,
Pancerna łapka kota!

I ujrzał gwiazdy wszystkie,
Testament przejrzał w myślach,
Nim spostrzegł, że kostucha
Rada go zabrać przyszła.

Nim pająk zamknął ślipie
Aby dokonać żywota,
Sklął jeszcze ów los podły,
Który wywyższył kota.